KLASYCZNY PROGRAM

Klasyczny program liberałów amerykańskich aż do lat trzydziestych polegał na poszukiwaniu dróg redystrybucji istniejącego dochodu, zwiększania bezpieczeństwa ekonomicznego i ochrony swobód oraz nietykalności jednostek i organizacji w obliczu bardzo nierównego podziału potęgi gospodarczej. Progresywny podatek dochodowy, rozwój usług rządowych, ochrona zasobów publicznych przed przywłaszczeniem przez osoby prywatne, wzrost zabezpieczenia społecznego, pomoc dla rolników i innych szczególnie upośledzonych grup ludności, wzmocnienie związków zawodowych i przepisy do­tyczące korporacji — wszystko służyło tym ce­lom. Nie sądzono, by którykolwiek z tych środ­ków silnie oddziaływał na globalną wydajność gospodarki. Wszytsko to uległo zasadniczym zmianom w la­tach trzydziestych.

GLOBALNA WYDAJNOŚĆ GOSPODARKI

Aż do lat trzydziestych liberał, o ile troszczył się o  globalną wydajność gospodarki, zajmował się problemem skutecznego zużycia dostępnych zaso­bów kapitału, siły roboczej i materiałów. Twier­dził z przekonaniem, że tego celu nie powinny udaremnić monopole, taryfy, zamrożenie siły ro­boczej czy kapitału lub inne przeszkody zapobie­gające optymalnemu ich zużyciu. Nie zależało mu na wzroście produkcji wskutek przyspieszenia tem­pa akumulacji kapitału albo zwiększenia globalnej siły roboczej lub też usiłowania, by innowacje tech­nologiczne wprowadzano w szybszym tempie. A co najważniejsze, straty produkcyjne wywołane kryzy­sami nie budziły szczególnej troski liberała. Nikt nie zdradzał głębokiego zaangażowania politycznego tą sprawą; konserwatyści byli tak jak i liberałowie zainteresowani w „wygładzaniu” cyklu gospodar­czego. W latach dwudziestych polityczne przy­wództwo w dyskusji nad możliwymi sposobami opanowania cyklu gospodarczego objął Herbert Hoover.

W DZIWNYM TOWARZYSTWIE

Stosunkowo do nie­dawna amerykański liberał wspierał businessmana w głoszeniu teorii o wielkiej doniosłości produkcji dóbr. Prestiż, którego źródłem jest dla businessma­na produkcja, umacniał niemal całą parą amery­kański liberalny aparat propagandowy. Przyczyna tego sojuszu, choć wymaga pewnych wyjaśnień, nie była z natury swej złożona. Rozbitkowie wytrwale czepiający się tratwy ratunkowej mogą oczekiwać, że zostaną wyrzuceni na dziwne wybrzeża w dziwnym towarzystwie. To samo odnosi się do tych, którzy dostatecznie długo czepiają się jakiegoś poglądu pośród zmiennych prądów i przypływów. Tak jak to często bywa, bieg wypadków w Wielkiej Brytanii, w ogólnym zarysie, jeśli nie w szczegó­łach, był taki sam jak w Stanach Zjednoczonych.

ZDOBYTA WIEDZA

Wiedzę o życiu zdobył w zakła­dzie; to umożliwiło mu swoisty wgląd w ogólną sy­tuację w kraju czy na świecie. Gdyby coś się miało przytrafić prestiżowi produkcji, oczywiście busi­nessman, którego mistyczna rola polega na utożsa­mianiu się z produkcją, poważnie by ucierpiał we współzawodnictwie z intelektualistą o to, komu przypadnie rola proroka społecznego. Jeśli chce da­lej odgrywać swoją obecną rolę, musi bronić zna­czenia produkcji. Niemal z całą pewnością będzie to robił.Polityka od dawna umiała czynić z niedogodnych partnerów towarzyszy łoża. Rzadziej jednak ci, któ­rzy z nią to łoże dzielili, pozostawali zgoła nieświa­domi tego bliskiego, acz osobliwego towarzystwa. Tak przedstawia się niezwykły przypadek grupo­wych interesów w produkcji.

WYKŁADOWCY EKONOMII

Wykładowcy eko­nomii na uniwersytetach przeciwstawiają się także temu, co lekceważąco nazywają systemem zy­sku…” A jednak chociaż rzeczywisty bądź podej­rzany radykalizm społeczny intelektualistów może się w dużej mierze przyczyniać do wrogości między nimi a businessmanami, ma ona jeszcze inne źród­ło. Naukowcy, pisarze, profesorowie, artyści są tak­że groźnymi konkurentami businessmanów w wal­ce o powszechny szacunek.To współzawodnictwo jest szczególnie wyraźne w komentarzach na temat kwestii publicznych — polityki gospodarczej, polityki zagranicznej, wpły­wu środków podejmowanych przez rząd na morale zachowanie ogółu. Być może, najzaszczytniejszą funkcją naszych czasów jest funkcja proroka spo­łecznego. Nikt nie zasługuje na większe wyróżnie­nie niż człowiek, któremu — za ogólną zgodą — wolno jest wybiegać wzrokiem naprzód i doradzać, co powinniśmy zrobić, by przyśpieszyć bądź opóź­nić jakieś zjawisko społeczne.

NAPIĘCIE

Napięcie, być może w ostatecznym wyniku waż­niejsze, istniało też od dawna między businessma­nami a intelektualistami. „Pojawienie się licznej klasy… lekkomyślnych intelektualistów stanowi jedno z najmniej pożądanych zjawisk ery współ­czesnego kapitalizmu. Ich natrętne ożywienie bu­dzi odrazę ludzi roztropnych. Są dopustem bo­żym.”  Tak jak w przypadku rządu, od dawna są­dzono, że napięcie to wyrasta na podłożu gospodar­czym. „Ludzie, których badania zapoczątkowały nowe metody produkcji, nienawidzą businessma­nów, zainteresowanych li tylko w finansowej war­tości ich badań. Jest rzeczą bardzo znamienną, że wielu amerykańskich fizyków zdradza sympatie socjalistyczne i komunistyczne…

WSPÓŁCZESNY RZĄD

Współczesny rząd stanowi poważne zagrożenie dla prestiżu business­mana. O ile problemy ochrony, oświaty i dobrobytu społecznego najbardziej zaprzątają nasze umysły, tyle i przedstawiciele administracji, nauczyciele inni zawodowi urzędnicy państwowi są bohate­rami publiczności. W miarę jak wzrastał ich pre­stiż, równolegle z prestiżem ludzi związanych z za­gadnieniami i niepowodzeniami polityki zagranicz­nej, businessmani w drodze reakcji wytykali, że rząd nic nie produkuje, że jest bezpłodną dziwką. „Rząd jest niezdolny stworzyć nic w tym sensie, w jakim przedsiębiorstwo produkuje bogactwo, jednostki zaś dają początek ideom i wynalaz­kom…” W wywodzie tym posłużono się dość na­ciągniętą argumentacją — wynika z niego, że nau­ka jest nieproduktywna, a wytwórca pulpitów szkolnych produktywny — niemniej jednak zaj­muje ona bardzo wybitne miejsce, zwłaszcza w starszej liturgii businessu.